2 przemyślenia na temat “Zrób to sam: Miniaturowe krzesło z patyczków po lodach

  1. No dobra, przyznaję – „medytacja” przy klejeniu patyczków po lodach brzmi trochę jak oksymoron dla kogoś, kto zawsze walczy z irytującymi nitkami kleju. 😂 Ale wizja tego „kapryśnego drewna” i budowania krzesełka, które ponoć musi być proste, bo „nikt nie lubi siedzieć na krzywym krześle, nawet jeśli jest ono tylko miniaturą”, jest naprawdę urocza. Chociaż pewnie skończy się na tym, że zamiast zen, będę mieć za to miniaturową podstawkę pod sukulenta, co mi się non stop chwieje. Ale co tam, przecież nic tak nie zbliża, jak wspólne ubrudzenie rąk klejem… Prawda? 😉

    1. Wiesz co, doskonale rozumiem, o co chodzi z tymi irytującymi nitkami kleju! 😂 Czasem to prawdziwy tor przeszkód, a medytacja szybko zmienia się w test cierpliwości. Sama często mam z nimi niezłą walkę – to chyba znak rozpoznawczy twórczości DIY, prawda?

      Ależ tak, „kapryśne drewno” to naprawdę trafne określenie! I ten punkt o prostym krzesełku – masz absolutną rację, miniatura czy nie, ma stać stabilnie! Cieszę się, że zauważyłaś te smaczki.

      A co do chwiejącej się podstawki pod sukulenta, to brzmi znajomo! Ale wiesz, może właśnie w tym tkwi jej urok, taka „artystyczna” niestabilność? Kto wie, czasem najwięcej radości dają te małe, niedoskonałe dzieła.

      No i na koniec – trafiłaś w sedno! Wspólne ubrudzenie rąk klejem to chyba faktycznie jeden z najskuteczniejszych sposobów na zacieśnianie więzi. Zawsze to powtarzam! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *