Niebo nad Amsterdamem

Zakochana w Amsterdamie Agnieszka powraca – 15 lat starsza i dojrzalsza, ale nadal urocza i zniewalająca…
Autor: Agnieszka Zakrzewska
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 368
Kategorie: Obyczajowe
Cena:

Normalna cena: 39,90 zł 35% TANIEJ

Special Price 25,94 zł

Darmowa dostawa przy zamówieniu powyżej 200zł

Opis produktu

„Niebo nad Amsterdamem” to trzecia część niezwykle ciepło przyjętej sagi o losach Polki na emigracji. Po bardzo udanym debiucie „Do jutra w Amsterdamie” Agnieszka Zakrzewska dopingowana przez czytelniczki stworzyła kolejne części opowieści o zakochanej w Amsterdamie bohaterce. Historia Agnieszki, inspirowana własnymi przeżyciami autorki na obczyźnie, urzeka autentycznością i subtelnym stylem. Co tym razem czeka bohaterkę


Agnieszka po chwilowej ucieczce do Polski zdecydowała się wrócić do Królestwa Niderlandów i tam wraz z mężem Stijnem wychować swoją ukochaną córkę Annemarie. Spokojny żywot w cudownej atmosferze willi w Sosnowym Lesie zakłócać będą coraz częstsze bunty dorastającej córki, pojawienie się nieznośnego, acz niezwykle przystojnego sąsiada i niepokojące pogróżki, które kobiecie wysyła tajemniczy stalker.


Agnieszka Zakrzewska z właściwą sobie lekkością snuje opowieść o zwykłym życiu, która wciąga jak najlepsza powieść sensacyjna. I trochę tej sensacji w książce również się pojawi – bohaterka jest nękana pełnymi jadu SMS-ami, a wokół niej zaczynają dziać się niepokojące wydarzenia. Szyba rozbita kamieniem, otruty kot czy obraźliwy napis na fasadzie domu to tylko preludium do rzeczywistości, której będzie musiała stawić czoła. Najwyraźniej wróg z przeszłości postanowił dać o sobie znać…


Problem prześladowcy nie jest jedynym, z którym bohaterka musi sobie poradzić. Małżeństwo Agnieszki zaczyna przeżywać kryzys. Ona i Stijn coraz bardziej oddalają się od siebie i stają się sobie obcy. On coraz częściej bierze dodatkowe dyżury i spędza samotnie dni w dalekich zakątkach świata, do których lata jako pilot, ona bardzo dużo czasu poświęca swojemu wieloletniemu przyjacielowi Janowi, któremu pomaga po doznanym przez niego udarze. Angażuje się także w rozwiązanie zagadki z jego przeszłości próbując odnaleźć kobietę, która wydaje się wiele dla niego znaczyć.


-Jan! Jak mogłeś mnie tak przestraszyć! Prawie dostałam zawału-powiedziałam i szybko zapaliłam górne światło. Wózek pana prokuratora stał na środku korytarza. On sam wpatrywał się we mnie intensywnie i próbował coś powiedzieć, ale z jego ust dobywał się tylko niezrozumiały bełkot.


-Nie rozumiem Janie...szepnęłam bezradnie usiłując czytać z jego ust.


Jan zamknął oczy. Na jego twarzy dostrzegłam niewyobrażalny wysiłek.


-Zij... (ona, hol) powiedział w końcu i opadł z sił. Spojrzałam na leżące na pledzie Janowe dłonie. Poczekaj chwilę - pomyślałam po czym stanęłam za nim i popchnęłam stanowczo wózek w kierunku salonu. Ustawiłam go przy oknie, po czym chwyciłam leżący na komodzie notatnik i ołówek.


-Napisz...tu. Pomogę ci...-powiedziałam i wplotłam jego palce pomiędzy swoje.


Jan nakreślił na kartce kilka cyfr. 1968


Podniosłam na niego oczy. Kolejny szyfr w zagadce. Jakaś data... To był już konkretny trop! Poczułam nagły przypływ energii.


Znajdę ją… obiecuję - powiedziałam.
Po pomarszczonych policzkach Jana spłynęły łzy.


Agnieszka coraz częściej spotyka się także z sąsiadem, który nabył posiadłość obok. Po niezbyt udanym pierwszym spotkaniu i początkowej niechęci, mężczyzna zaczyna wzbudzać w niej fascynację i coraz większe zainteresowanie. Trudno się zresztą dziwić – ma arystokratyczne korzenie, jest bardzo przystojny, pewny siebie i bezpośredni…


David spojrzał na mnie uważnie. Zmieszałam się. Podobał mi się i doskonale o tym wiedział. Był niezwykle przystojnym mężczyzną o gładkiej, pociągłej twarzy okolonej płowymi, kręconymi włosami opadającymi zawadiacko na czoło. Odgarniał je raz po raz pięknymi, męskimi dłońmi. Zerknęłam dyskretnie na jego wyraźnie rysujące się pod obcisłą koszulką polo mięśnie. Zauważył mój głodny wzrok. Na jego twarzy pojawił się nieco krzywy uśmiech odsłaniający białe zęby.


-A ty Agnieszka? Mężatka, dom, pies, dzieci? I te wszystkie atrybuty idealnej pani domu? Która nigdy nie robi niczego pod prąd?


-Zależy co rozumiesz pod pojęciem, pod prąd? Zapytałam wolno.


-Wolność, nieograniczona konwenansami! Nieważne, ile dni w twoim życiu, ważne, ile życia w twoich dniach. No więc, ile? Powiesz mi?


Patrzyłam na niego bez słowa. Moje milczenie było tekstem, który baron zinterpretował na swój sposób. Podszedł do mnie zdecydowanie za blisko i powiedział.
-Cieszę się, że wpadłaś...
Jego oddech przylgnął do mojej skóry. Odstawiłam filiżankę i powiedziałam z trudem. -Chyba będzie lepiej jak już sobie pójdę...


Choć tak naprawdę jak cholera chciałam zostać.


Jeśli dodać do tego, że pojawia się w trudnych dla bohaterki sytuacjach, aby służyć wsparciem niczym rycerz na białym koniu – trudno się dziwić, że Agnieszką targają moralne rozterki i że miałaby ochotę na chwilę zapomnienia w silnych ramionach przystojnego barona…


Ogromną siłą twórczości Zakrzewskiej jest mistrzowska umiejętność kreślenia portretów bohaterów - z ich wadami, słabościami i sprzecznymi emocjami. Dzięki temu są oni tak żywi i potrafią zjednać sobie czytelnika, który czuje się, jakby uczestniczył w życiu dobrych znajomych.


Z powieści Agnieszki Zakrzewskiej przebija zachwyt nad Holandią, nad Amsterdamem w szczególności. Autorka opowiada o kraju tulipanów z uczuciem i wnikliwością zarazem. Jej książki przybliżają czytelnikowi odmienną kulturę tego kraju i język, który autorka umiejętnie wplata w wypowiedzi bohaterów. W książkach Zakrzewskiej można wyczuć, że to właśnie tu ona sama znalazła swoje miejsce na ziemi.


Czy można kochać jakiekolwiek miasto tak mocno, żeby poczuć tą miłość pulsującą głęboko pod skórą i płynąca w krwiobiegu? Wysiadać pośpiesznie na dworcu centralnym i wciągać je w swoje płuca, mocno aż do bólu? Dać się porwać muzyce dzwonków milionów rowerów, pośpiechowi i rozwieszonemu nad miastem całunowi nasyconego kolorami życia nieba, naszkicowanego genialną, mocną kreską niczym obrazy van Gogha czy Vermeera. Amsterdam to był stan umysłu nieustającej tęsknoty, która powodowała, że po paru dniach niewidzenia chciało się go dawkować prosto w żyłę, niecierpliwie czekając aż rozleje się w niej leniwa fala i zaspokoi w końcu narkotyczny wręcz głód. To miasto można było kochać lub nienawidzić. Pośrednie uczucia nie wchodziły w grę. Ja kochałam je najbardziej na świecie. Nie przeszkadzał mi kicz, turyści, wszędobylskie tramwaje, plastikowe tulipany, hałas we wszystkich językach świata, zapach kurzu, pośpiechu i marihuany. To była esencja Amsterdamu. Fascynacja tym miastem nie miała gładkiej i pięknej twarzy lalki z folderów reklamowych. Była pomarszczona, czasem trudna, ale prawdziwa. Wchłonęła mnie w swoje trzewia i karmiła swoją karmą. Stijn nigdy nie pojmował mojej niezdrowej fascynacji stolicą i twierdził, że to opary haszyszu, w których tonęło świtem poranka niczym we mgle, powodują, że kompletnie się od niego uzależniłam. Ja jednak wiedziałam swoje. Miłości nie można było wyjaśnić racjonalnie i rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie dało się jej podciągnąć pod matematyczny wzór i rozwiązać równania według ustalonych schematów. Wymykała się jakimkolwiek rzeczowym przesłankom. I na tym polegała jej siła.


Informacje o produkcie

EAN 9788381640961
Data wydania 24 kwi 2019
Gatunek Literatura obyczajowa
Format oprawy 135 x 215 mm
Wydawnictwo Edipresse Książki
Liczba stron 368
Autor Agnieszka Zakrzewska