Na podium. Piekło Dakaru

Dakarowa historia Hołka! O odwadze, sile ducha i determinacji
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 320
Kategorie: Biografie
Cena:

Normalna cena: 27,90 zł 35% TANIEJ

Special Price 18,14 zł

Darmowa dostawa przy zamówieniu powyżej 200zł

Opis produktu

Książka Krzysztofa Hołowczyca, jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich sportowców, jest opowieścią niezwykłą. To historia człowieka, który uparcie dążył do spełnienia swojego marzenia. A zamarzyło mu się nie byle co – podium w morderczym rajdzie Dakar. Zajęło mu to 10 lat, ale swój cel osiągnął. Wyrusz razem z nim w podróż przez piekło…


Dakar to impreza wielkością niewiele ustępująca Igrzyskom Olimpijskim. Miliony widzów śledzi jej przebieg w mediach i na trasie. Każdego roku kilkuset śmiałków staje na starcie, aby zmierzyć się z kilkutysięczną, morderczą trasą, wielokrotnie ryzykując zdrowiem, a nawet życiem. Tylko część z nich dociera do mety. W ciągu dwóch szalonych tygodni próbują pokonać - kiedyś Saharę, a obecnie Pustynię Atacama i skaliste Andy, gdzie rozrzedzone, parne powietrze atakuje nie tylko ludzkie płuca, ale daje się we znaki również maszynom. Co pcha tylu zawodników rokrocznie na te nieprzyjazne tereny i każe im kilkanaście dni znosić niepojęty trud? Prestiż, upragniony puchar czy chęć wygrania z własnymi słabościami? Chyba wszystko po trochu…


Hołowczycowi droga na podium zajęła 10 lat – od pierwszego starcia z Saharą w 2005 roku po ostatni start w Dakarze w 2015 z trzecią pozycją na mecie w Buenos Aires. Po drodze były pot, łzy i liczne kontuzje. Nic nie mogło go jednak zatrzymać w drodze do celu. Jak sam twierdzi – było warto mimo bólu, ryzyka i wyrzeczeń.


To mój jubileuszowy dziesiąty Dakar. A Xaviera pierwszy! Ale obaj jednakowo chcemy znaleźć się na mecie. Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów w szpalerze wiwatujących widzów. W gardle czuję dziwne wzruszenie. Wreszcie rogatki Buenos. Od dzisiaj kocham to miasto jeszcze bardziej. Jeszcze 15 kilometrów. Jeszcze 10. Ostatnie 5. Milion ludzi. Biało-czerwone flagi. Tyle tych flag. W Buenos Aires! Na końcu świata. Wzruszenie ściska mi gardło w sposób w mojej karierze zupełnie mi nieznany, łzy napływają pod powieki. Trochę tych rajdów, wielkich, międzynarodowych, w życiu wygrałem. Ale tu zupełnie nie panuję nad wzruszeniem.


Tłum wiwatuje nieprzytomnie. Moje myśli jednak pędzą gdzieś przez te dziesięć lat walki z pustynią. To nie piaskownica. Tu człowiek jest niczym wobec sił przyrody. Parę razy zbyt bezczelnie chciałem pokazać pustyni, że przestałem się jej bać. I parę razy zabolało. Bardzo zabolało. Ale też nauczyło mnie rzeczy na pustyni najważniejszej. Ważniejszej od szybkiej jazdy po wertepach. Nauczyło pokory. Nauczyło podnoszenia się po dakarowych upadkach, kontuzjach, awariach, gorszych momentach. Dakar pokazał mi, jak po ciosie trzeba wstać i wracać do walki. To Dakar dał mi siłę, by prosto po wyjściu ze szpitala zdobyć Puchar Świata. Wirują mi przed oczami te obrazy. Jestem na podium! Podium Dakaru! Wielki ciężar spada mi z serca.


W rękach czuję ciężar zupełnie inny. To potężna statuetka Beduina – króla pustyni. Jest mój. Po dziesięciu latach wspinaczki po wydmach i wertepach. Podium Dakaru w morzu biało-czerwonych flag. Było warto! Było bardzo warto!


Opowieść polskiego rajdowca przenosi czytelnika w świat wielkich imprez motoryzacyjnych, oddając ich koloryt i odsłaniając nie mniej ciekawe kulisy. Historię walki o podium spisał wieloletni przyjaciel Hołowczyca, dziennikarz sportowy, pilot rajdowy i uczestnik Dakaru z 1988 roku Julian Obrocki. Sam dobrze poznał ten świat i jak nikt inny potrafił tę historię ubrać słowa. Książka opisuje nie tylko zmagania na trasie, ale również zakulisowe rozgrywki największych koncernów. Nie zapominajmy, że Dakar jest jedną z największych imprez na świecie i poza sportową rywalizacją, jest to ogromny biznes. Zdobycie sponsora, odpowiedniego wozu, przygotowanie kondycyjne i techniczne – o wszystko to trzeba zabiegać. Hołowczyc miał w tej materii szczęście – początkowo był sponsorowany przez Orlen, a kiedy niespodziewanie w 2013 roku sponsor zerwał współpracę, pomocną dłoń podał mu szef X-raidu Sven Quandt, proponując start pod swoją banderą.


Rozmowa z tym wielkim, ważnym człowiekiem jest dla mnie nie mniejszym zaskoczeniem niż przykra rozmowa z Orlenem. „Straciłeś wsparcie sponsora? Nie szkodzi” – mówi prezes Quandt. „Jesteś tak dobry, że możesz jechać z nami na Dakar... bez sponsora. Możesz, jeśli zechcesz, zostać – obok Peterhansela i Romy – naszym trzecim, głównym, oficjalnym kierowcą fabrycznym. Wnikliwie analizujemy twoją jazdę, mamy tysiące pomiarów i wykresów, wiemy, co umiesz, i to my znajdziemy pieniądze na twój start. I żeby nie było wątpliwości: umowa od razu na dwa lata” – kończy prezes. Siadłem z wrażenia.


Z jednej strony, to cudowna propozycja, wręcz bajeczna, kosmiczna – kierowca w pełni fabryczny w aktualnie najlepszym zespole świata. Z drugiej jednak, o czym ludzie z zewnątrz zupełnie nie wiedzą, to poważne „ograniczenie wolności”, bo jadąc jako kierowca fabryczny, muszę podporządkować się strategii i taktyce zespołu. Oznacza to, że jeśli będę liderem rajdu, to mogę jechać, jak chcę. Ale jeśli w naszej trójce – Peterhansel, Roma i ja – liderem rajdu będzie najsłynniejszy z nas, czyli „Peter”, to w każdej sytuacji muszę mu pomagać na trasie, nawet kosztem własnego wyniku. Dotychczas nie miałem takiego ograniczenia.


(…) Trochę mi jednak smutno, bo nie pojadę już w biało-czerwonym samochodzie, ale w niemieckim zespole z amerykańskim sponsorem Monster Energy, być może bez żadnego polskiego akcentu. Cóż, taki jest globalny biznes.


Rok 2013 był dla Hołowczyca przełomowy nie tylko ze względu na zmianę teamu - obchodził w nim okrągłe, 50 urodziny co postawiło go w gronie najdojrzalszych zawodników. W tym roku także Dakar okazał się dla niego okrutny – zakończył rywalizację doznając paskudnych obrażeń po wypadku na trasie. Połamane żebra i uszkodzony w kilku miejscach kręgosłup okazały się ceną za pogoń za marzeniami.


Filipe gwałtownie gestykuluje: „Tędy, tędy, z tej strony, teraz! teraz! ciśnij!”. Atakuję. Dłuższą chwilę jedziemy równo, ale w końcu wyprzedzam buggy. Potem Filipe podaje informację o uskoku. Bez ostrzeżenia o niebezpieczeństwie. Zwalniam do ok. 70km/h, bo za uskokiem może być np. przewrócony motocyklista, i najeżdżam na krawędź. Po kilku metrach na dole zwykły piasek i dość kanciaste przejście ze zjazdu do części płaskiej. Normal- nie pancerne Mini rozbija taką kupkę piasku zderzakiem i bez problemu jedzie dalej. Nagle, właśnie tam na dole, słyszę potworny huk, auto zatrzymuje się momentalnie i równie potworny ból w całej klatce piersiowej. Nie mogę oddychać. Chyba na moment tracę z bólu przytomność. Nie wiem, co się stało. Przed nami był przecież tylko piasek. Biegną jacyś ludzie. Dakar jest tak popularny, że na całej jego trasie kibicuje kilka... milionów ludzi. Raczej na terenach zamieszkałych, ale na pustyni też. Wygląda, że auto jest całe. Filipe też. I potwierdza to słowami. Odpalam silnik. Działa. Ale podniesienie ręki, żeby włożyć bieg, powoduje potworny ból. Czekamy dłuższą chwilę, bo mam problemy z nabraniem powietrza do płuc, tak boli. Jednak decyduję się ruszyć, wiem, że zaraz jest punkt sędziowski, więc próbuję powoli jechać. Kotłowanina myśli – auto jest sprawne, ale ja czuję, że także z moim kręgosłupem i z żebrami dzieje się coś bardzo niedobrego. Z bólu jestem na granicy omdlenia. I dopiero teraz dociera do mnie najstraszniejsza myśl: to koniec, nie pojadę dalej. Po kilkuset metrach zatrzymuję auto. Bardzo źle widzę. Mrugam powiekami. Czuję spływające łzy. Odpalam sygnał SOS.


To, co dla innych stałoby się sygnałem „STOP! Już wystarczy”, dla Hołka było motywacją do dalszej walki. Chęć wyrównania rachunków z morderczą trasą była silniejsza niż obawa o własne zdrowie. Po miesiącach rehabilitacji, straszliwej samodyscypliny i wyrzeczeń, przy wsparciu rodziny i teamu X-raid podjął się rywalizacji o Puchar Świata i jako pierwszy Polak w historii zdobył Puchar FIA Cup for Cross-Country Rallies  – najwyższy tytuł w tej dyscyplinie sportu. Następnie w 2015 roku stanął na upragnionym podium w Buenos Aires, zdobywając trzecie miejsce w Rajdzie Dakar.


Historia Hołowczyca jest doskonałą ilustracją tego, że hart ducha, determinacja, odwaga i odrobina szaleństwa pozwalają sięgnąć gwiazd.


Informacje o produkcie

EAN 9788381179980
Wydawnictwo Edipresse Książki
Liczba stron 320
Autor Krzysztof Hołowczyc
Data wydania 27 gru 2018