Bez żalu

Łączy ich tylko instynktowna „chemia”, która niebezpiecznie zaczyna przypominać miłość.
Autor: Sheridan Mia
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 352
Kategorie: Obyczajowe
Cena:

Normalna cena: 39,90 zł 35% TANIEJ

Special Price 25,94 zł

Darmowa dostawa przy zamówieniu powyżej 200zł

Opis produktu

W najnowszej powieści Mii Sheridan już pierwsze spotkanie dwojga bohaterów kształtuje całe ich życie… Historia Jessici i Callena wciąga czytelnika fabułą, która umiejętnie przeplata sceny pełne dynamizmu i romantyzmu, a równocześnie jest tak realna, że mogłaby wydarzyć się gdzieś obok nas. To powieść nasycona emocjami, pełna erotyzmu i narastającego pożądania. Mia Sheridan doskonale wie jak tworzyć historie, dzięki którym trafia się na listy bestsellerów, nie tylko te w Stanach Zjednoczonych


24-letniego muzyka Callena Hayse’a okrzyknięto sensacją na międzynarodową skalę. Jako kompozytor współczesnej muzyki klasycznej odebrał prestiżową Nagrodę Poiriera podczas uroczystej gali w Paryżu. Poznajemy go, gdy świętuje swój sukces wraz ze swoim agentem oraz nowo poznanymi znajomymi w jednym z paryskich klubów. Jego życie może wydawać się spełnieniem marzeń - muzyczny fenomen, sukces odnoszony za sukcesem, popularność i powodzenie wśród kobiet. Skrywa on jednak tłumione od lat lęki, które próbuje tłumić hektolitrami wypijanego alkoholu i niezobowiązującymi relacjami z kolejnymi kobietami. Te z kolei chętnie goszczą w jego łóżku - nie bez powodu jest nazwany „najseksowniejszym mężczyzną w branży muzycznej”. Jednak mimo miłości do muzyki, mimo ciągłej ucieczki w mocne trunki i seks, demony przeszłości nie pozwalają mu o sobie zapomnieć. Czy Callen już zawsze będzie żył próbując przed nimi schować?  Czy los z niego zrezygnował?... a może rzuci mu koło ratunkowe i postawi na jego drodze jedyną osobę, która mogłaby mu pomóc... jeżeli Callen jej na to pozwoli.


Otworzyłem jakieś drzwi, ale zorientowałem się, że jest to schowek pełen środków czyszczących i papierowych ręczników. Szybko je zamknąłem, rozglądając się za innymi drzwiami albo tabliczką informującą o tym, gdzie znajdę tę cholerną łazienkę, ale niczego takiego nie zauważyłem. Skręciłem za róg, wypatrzyłem na końcu korytarza kolejne drzwi i przez nie wyszedłem. Znalazłem się na pustym zewnętrznym patio, które albo było zamknięte poza sezonem, albo tylko na ten jeden wieczór. Już miałem wrócić do środka, lecz postanowiłem na moment odciąć się od sztucznego śmiechu i czczej paplaniny i po prostu pooddychać. Dbaj o siebie, Cal, westchnąłem w duchu. Dlaczego ostatnio miałem wrażenie, że to zadanie ponad moje siły? Podszedłem do murku otaczającego patio, oparłem na nim łokcie, schyliłem głowę i przeczesałem palcami włosy, wciągając do płuc rześkie powietrze. Poczułem się lepiej, trochę mniej pijany, mniej… rozdrażniony, zły. Sam już nie wiedziałem, jak się czuję. Od dawna przestałem się nad tym zastanawiać. Wiedziałem tylko, że nie jestem szczęśliwy. Usłyszałem jakiś dźwięk za swoimi plecami, odwróciłem się i zobaczyłem ciemnowłosą kelnerkę stojącą w wejściu na patio; drzwi wolno się za nią zamykały. Miała szeroko otwarte oczy i usta rozchylone ze zdziwienia, jakby nie spodziewała się tu kogokolwiek zastać. Kiedy drzwi uderzyły ją w tyłek, cicho krzyknęła i zrobiła krok do przodu. Przez chwilę tylko na siebie patrzyliśmy. Robiłem wszystko, żeby się nie zachwiać. – Ja… przepraszam. Chyba skręciłem nie tam, gdzie trzeba. – Uniosłem rękę, wskazując na taras, na którym wcale nie miałem zamiaru się znaleźć. Miałem nadzieję, że mówi po angielsku. Mój francuski nie był najlepszy. A w zasadzie był okropny. Otworzyła usta, żeby się odezwać, ale później jakby zmieniła zdanie. Przyglądała mi się jeszcze przez chwilę, zanim powiedziała miękkim głosem:


Przybywam ci na ratunek. -


Zmarszczyłem brwi, opierając się o ścianę, bo jej słowa skojarzyły mi się z czymś bliżej nieokreślonym. Dziewczyna przygryzła wyczekująco wargę, aż w końcu dotarło do mnie, że żartuje. Najwyraźniej była nieśmiała, a ja wprawiłem ją w skrępowanie. Uśmiechnąłem się i wreszcie roześmiałem, unosząc brew.


Doceniam to. Obawiam się jednak, że nie można mnie już uratować, skarbie. Westchnęła, lecz na jej twarzy zamiast wyrazu ulgi, że krępujący moment wreszcie minął, odmalowało się… rozczarowanie.


Jessica Creswell była rozczarowana - Callen, jej przyjaciel z dzieciństwa, towarzysz zabaw z rodzinnego miasta, pierwszy chłopiec, któremu oddała serce i pierwszy słodki pocałunek, nie poznał jej. To właśnie tymi samymi słowami - Przybywam ci na ratunek - powitała go 10 lat wcześniej, gdy poznali się jako dzieci w wagonie kolejowym, które oboje potraktowali jako schronienie przed światem dorosłych. Światem, w którym czai się wiele bólu i cierpienia, przemocy i zdrad. Miesiącami spotykali się w tym samym miejscu, przeżywali przygody, Jessica czytała Callenowi książki i nauczyła go nut. Pewnego dnia, zaraz po pocałunku, Callen zniknął i choć przychodziła do ich sekretnego miejsca przez wiele kolejnych miesięcy to już nigdy go nie spotkała. Przestała płakać i zamknęła go w sercu jak utraconego przyjaciela i pierwszą dziecięcą miłość. Jessica skończyła studia i stała się ekspertką pełną pasji pragnącą odkrywać tajemnice historii. Podążając za swoim marzeniem zamieszkała w Paryżu szukając wymarzonej pracy. Musiała jednak zarabiać na mieszkanie, podjęła więc pracę w popularnym i modnym barze, w którym podczas jednego z wieczorów dostrzegł ją Callen.


Nie śledziłem rozmów prowadzonych przy moim stoliku; wolałem się rozejrzeć po barze, zatrzymując wzrok na ciemnowłosej kelnerce, która stała przy sąsiednim stoliku z tacą w dłoni. Postawiła kieliszek wina przed starszym mężczyzną, a chwilę później nasze spojrzenia się skrzyżowały. Otworzyła szerzej oczy, widząc, że się jej przyglądam, po czym szybko odeszła. Serce podskoczyło mi do gardła i poczułem dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Zmarszczyłem brwi, zaskoczony swoją reakcją. Dziewczyna powiedziała coś do pary siedzącej przy następnym stoliku, wywołując ich uśmiech, a następnie odwróciła się i odeszła, nie zaszczycając mnie więcej spojrzeniem. Patrzyłem, jak idzie w stronę baru, nie bardzo rozumiejąc własne oszołomienie. Była ładna, owszem, ale nie do końca w moim typie. Miałem słabość do wysokich, smukłych blondynek… prawda? Przez chwilę siedziałem skołowany. Nagle nie potrafiłem sobie przypomnieć, co właściwie lubię w kobietach. Nie umiałem wymienić swoich preferencji, poza jedną: mają być „łatwo dostępne”. Rozmasowałem skronie, czując nadciągający ból głowy i wciąż nie mogąc oderwać oczu od tej dziewczyny. Z całą pewnością nie była smukła. Ani też nie miała blond włosów. Była średniego wzrostu, włosy związała w niedbały kucyk, nie zauważyłem na jej twarzy śladu makijażu i miała na sobie niezbyt seksowny uniform, a mimo to… Boże, nie mogłem przestać się na nią gapić. – Dokąd odpłynąłeś? – Charlène, wysoka, smukła blondynka zamruczała mi do ucha, przesuwając dłonią po wewnętrznej stronie mojego uda. Mówiła z mocnym francuskim akcentem, ale nie tak mocnym jak mdlący zapach jej perfum. Posłałem jej rozleniwiony uśmiech. – Jestem tutaj, skarbie. – Na pewno nie myślami. – Przesunęła rękę w górę, zatrzymując się milimetry od mojego krocza, i poczułem, że coś tam drgnęło. Może i nie myślałem o Charlène, lecz moje ciało było zwarte i gotowe. Oderwałem wzrok od dziewczyny, która pochylała się teraz nad barem, rozmawiając z barmanem, i skoncentrowałem się na Charlène. Uderzył mnie kontrast pomiędzy nieskazitelnie czystą urodą dziewczyny, na którą się gapiłem, z wyrafinowanym pięknem Charlène i byłem zdumiony tym, że mam ochotę przenieść spojrzenie z powrotem na kelnerkę.


Mimo iż Callen nie rozpoznał w pięknej kelnerce dziewczynki z dzieciństwa, los postanowił dać im kolejną szansę. Kobieta mimo bolesnego rozczarowania spotkaniem dzielnie trwała w codzienności i niestrudzenie szukała wymarzonej pracy. Dzięki swojej wiedzy i talentowi dostała ja w Luwrze, jako asystentka wybitnego badacza średniowiecza. Wraz z zespołem ekspertów przeniosła się do Doliny Loary, aby pracować nad odnalezionymi w jednej z tamtejszych jaskiń zapiskami z życia Joanny d’Arc, męczennicy i świętej, która pod bożym przewodnictwem poprowadziła francuską armię do zwycięstwa nad Anglikami podczas wojny stuletniej.


Callen, którego trafiła twórcza pustka, został namówiony przez swojego menedżera na urlop, który miał ponownie natchnąć młodego kompozytora do stworzenia zamówionej ścieżki muzycznej do kasowego filmu. Szukając spokojnego, ale pełnego uroku i romantyzmu miejsca, wybrał się do Francji do Doliny Loary, która w jakiś niezrozumiały sposób go przyciągała...


No cóż, przyjechałam do pracy. Pracuję tutaj. – Pokręciłam głową. – Nie w zamku, ale… zostanę tu jeszcze przez jakiś czas. Przyglądał mi się z niedowierzaniem. Nadal wyglądał na wstrząśniętego, jakby miał problem ze zrozumieniem całej sytuacji. Dobrze znałam to uczucie. – A ty co tutaj porabiasz? Przeciągnął dłonią po włosach, jakby nie mógł sobie przypomnieć. – Przyjechałem na dwutygodniowe wakacje. Mój Boże, to… niewiarygodne. Jessie Creswell. I do tego wpadamy na siebie już drugi raz. – Zawiesił głos, ponownie mi się przyglądając. Czułam na sobie jego gorące spojrzenie, które prześliznęło się po moim ciele. Upiłam łyk wina, modląc się, żeby serce przestało mi tak walić. – Tamtej nocy w Paryżu wiedziałaś, kim jestem. Próbowałaś mi o tym powiedzieć. Ciepłe wino spłynęło mi w przełyku. Od razu poczułam się lepiej i pewniej chwyciłam kieliszek.


– Tak – przyznałam. – Nic nie szkodzi. Nie spodziewałam się, że będziesz mnie pamiętał. – Miałam tylko nadzieję… – Oczywiście, że cię pamiętam. Gdy tylko usłyszałem twoje nazwisko, od razu je skojarzyłem. Po prostu… – Jego głos był głęboki i aksamitny, a oczy skrywały emocje, których nie potrafiłam odczytać. – Od dawna nie myślałem o Santa Lucindzie, a ty… zmieniłaś się. Zawsze byłaś ładna, ale teraz jesteś piękna. – Słowa Callena sprawiły mi radość. Na moment spuściłam wzrok. Kiedy nasze spojrzenia ponownie się skrzyżowały, wciąż na mnie patrzył. – Jesteś już… całkiem dorosła. –


Nie mógł się otrząsnąć z szoku, jakby zachował mnie w swoim umyśle jako małą dziewczynkę, z którą nie potrafił mnie powiązać. Byłam w stanie to zrozumieć. Możliwe, że czułabym się tak samo, gdybym nie miała dość czasu, by przyzwyczaić się do widoku dorosłej wersji Callena Hayesa. Posłałam mu blady uśmiech. – Oboje jesteśmy teraz dorośli. – No tak. – Przeskoczyła między nami jakaś iskra, od której ścisnęło mnie w żołądku.


Od momentu, gdy oboje zamieszkali w pięknym zamku Château de Bellefeuille, perle renesansowej architektury, życie Jessi splotło się na zawsze z życiem Joanny d’Arc… ale czy tylko z jej życiem? Czy los będzie zmuszony dawać Callenowi kolejne szanse by zrozumiał, że to Jessica jest spełnieniem jego cichych błagań o ratunek?


Mia Sheridan w „Bez żalu” oferuje nam piękno opisów francuskiej prowincji, romantyzm chwil połączony z prozą codzienności, a jednocześnie zgłębia tajemnice dusz bohaterów, przybliżając ich lęki i tęsknoty. Stworzyła książkę, której trudno się oprzeć. Pozwala czytelnikowi uwierzyć, że każdemu los przygotował coś pięknego, musi tylko cierpliwie poczekać…


Informacje o produkcie

EAN 9788381640121
Data wydania 13 mar 2019
Gatunek Literatura obyczajowa
Format oprawy 135 x 215 mm
Wydawnictwo Edipresse Książki
Liczba stron 352
Autor Sheridan Mia