Ilość produktów: 0

Wartość: 0.00zł

Wombat Maksymilian

   Przyjaciele mówią do mnie Maks. A to dlatego, że wszystko robię na maksa, najlepiej jak umiem. No, czasami zdarza mi się trochę przedobrzyć. Wykopałem tunel tak długi, że o dłuższym nie słyszały najstarsze wombaty. I tak głęboki, że bez moczenia futerka pokonałem ocean. Wyszedłem w Himalajach, najwyższych górach świata. W samym sercu Królestwa Grzmiącego Smoka, nazywanego też Bhutanem. Ale to nie był koniec wielkiej podróży i niesamowitych przygód. Oj, nie. To był dopiero początek!
 

   ZUZA, młoda podróżniczka, pomaga Maksowi spisać przygody z niezwykłej wyprawy: 
– On naprawdę wszystko robi na maksa!
   TATA WOMBAT, choć sam nie ośmielił się ruszyć w podróż, upodobał sobie książki o odległych zakątkach świata:
 – Ale mi Synuś wyszedł! W świat! :-)

 

Dla młodych odkrywców i podróżników.

 

 

 

Przeczytaj fragment książki:

    – W nogi! – zmobilizowałem wszystkie siły i rzuciłem się do ucieczki.
Łucznik, chyba dość zaskoczony takim rozwojem sytuacji, zerwał się z miejsca i ruszył w pościg. Kątem oka zauważyłem, że tylko on za mną biegnie. Czy pozostali dwaj mężczyźni to tylko gapie, których zaciekawił stwór wychodzący spod ziemi?
    – Mam szansę! Mam szansę! – dodawałem sobie otuchy i nabierałem prędkości. Liczyłem na to, że wojownik zmęczy się i niebawem da za wygraną. Ale ten się nie poddawał.
    – Trzymaj się, trzymaj – powtarzałem i biegłem bez wytchnienia wąskimi uliczkami, które wiły się między domami o śnieżnobiałych ścianach. Z każdą kolejną sekundą traciłem nadzieję.
    Nagle młody wojownik zatrzymał się, skrzywił się, wytarł bezceremonialnie nos w rękaw, mruknął coś i zawrócił. Zupełnie jakby dotarł do niewidzialnej granicy, której nie wolno przekroczy . Może stosował się do zarządzenia starszych określającego przydzielony mu teren polowań. A może najzwyczajniej w świecie słuchał poleceń ojca, który zabraniał oddala się od domu. Dość, że dał za wygraną.
    Miałem nadzieję, że teraz złapię oddech i odzyskam siły na wypadek, gdyby łucznik wrócił. Nic z tego. Zamiast tego, dech mi zaparło. Dopiero co pozbyłem się jednego wojownika, a wbiegłem wprost na co najmniej dziesięciu innych. I to na dodatek większych i znacznie lepiej uzbrojonych. Na szczęście nie zauważyli mnie i obserwowałem ich z ukrycia.
    Nosili wyszukane, żeby nie powiedzie dziwne stroje. Przypominały eleganckie szlafroki, przewiązane pasem. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że nie były to szlafroki, a tradycyjny strój, zwany go, noszony przez mężczyzn w tych stronach. A wyjaśnił mi to Tata Wombat. I Zuza!

                                                                                * * *

    Przerywając na chwilę moją opowieść, należy Ci się słowo wyjaśnienia, drogi Czytelniku!
    Moje przygody spisuje Zuza. A to dlatego, że wombaty choć są wszechstronnie uzdolnione, niezbyt dobrze radzą sobie z pisaniem, zwłaszcza „po ludzku”. Dorośli ludzie natomiast piszą sprawnie, ale rzadko znajdują z nami wspólny język.
    Z doświadczenia wiem, że większość dzieci rozumie język zwierząt. Co o tym myślą ich rodzice? Zwykle nie wierzą, że to możliwe. A przecież niedawno sami byli dziemi. Z upływem lat zupełnie zapominają o tym, jak spędzali całe wieczory na pogawędkach z psem czy kotem, a swoim pupilom dawali się wciągnąć w niejedną przygodę.
    Niektórym dorosłym udaje się ocali w sobie coś z dziecka. To wystarczy, by niezależnie od wieku rozmawia ze zwierzętami. Zuza niedawno skończyła dwanaście lat, więc jest już prawie dorosła. Ale nadal doskonale mnie rozumie i tak już na pewno zostanie. Na dodatek świetnie pisze i to ona namówiła mnie, bym podzielił się swoimi przygodami.
    Zuza to przyjaciółka zwierząt i podróżniczka. Wraz z rodzicami odkrywa nowe miejsca. Nasze szlaki szczęśliwie się skrzyżowały, a znajomość przerodziła w przyjaźń. Ale o szczegółach towarzyszących temu niezwykłemu wydarzeniu opowiem innym razem, bo to dłuższa historia i zasługuje na więcej niż tylko wzmiankę.
    Nie mogę pominąć też roli, jaką odegrał Tata Wombat w spisaniu moich przygód. Choć sam nie ośmielił się rusz w podróż, upodobał sobie książki o odległych zakątkach świata. Upychał je przez lata w norkach, na co mama patrzyła niechętnie, ale przymykała oko na to – jej zdaniem – niegroźne dziwactwo.
    Kiedy po powrocie do domu relacjonowałem swoje przygody, tata słuchał uważnie i nie mógł się nadziwi, ile sam wie o miejscach, do których dotarłem. Co chwilę się wtrącał i opowiadał o roślinach, zwierzętach i zwyczajach ludzi. Jeśli czegoś nie był pewny, grzebał w stercie książek i już wszystko było jasne. Tacie wtórowała Zuza. Sypała wspomnieniami ze swoich podróży i  ciekawostkami z książek. A pochłonęła ich może nawet więcej niż tata.
    Żałowałem, że nie przykładałem się do nauki. Podczas podróży tak wielu rzeczy nie rozumiałem. A nawet mieszkańcy stron, które odwiedzałem, nie zawsze potrafili mi wszystko wyjaśni. Gdyby nie Zuza i tata, pewnie do dzisiaj nie znałbym odpowiedzi na wiele pytań.
Nie zdziw się zatem, drogi Czytelniku, że od czasu do czasu będę oddawał im głos. Niech i Tobie Zuza i Tata Wombat sami wszystko wyjaśnią. A to, co mają do powiedzenia może okaza się równie niesamowite jak moje przygody...
 Wróćmy zatem do opowieści. Na czym to skończyliśmy?!

                                                                                 * * *

    Długie skarpety naciągnięte na łydki mężczyzn przykuły moją uwagę. Nie tak skutecznie jednak jak strzała, która świsnęła mi nad głową.
    – Rany! Oni polują! To nie są żarty! – krzyknąłem.
    Wojownik w rajtuzach opuścił łuk i ruszył.
    – Biegnie w moją stronę! – przeraziłem się. Szybko zrozumiałem, że mężczyzna mnie nie widzi i nie na mnie poluje. Biegł do tarczy, a ta zrządzeniem losu była nieopodal mnie.
    – Oszaleli? A może ćwiczą przed bitwą? – rozważałem różne scenariusze.
    Przerwałem rozważania, bo do tarczy obok celował kolejny łucznik. A że nosił okulary i posturą przypominał bardziej nauczyciela niż wojownika, obawiałem się, że nie trafi. Przynajmniej nie do tarczy.
    – Nie ma co ryzykować głową. Zbyt cenna dla mnie, by tak łatwo się jej pozby!
    Trzy kroki w tył, dwa w bok. Schowałem się za drzewem i zacząłem drążyć tunel.
    – Żebym chociaż wiedział, gdzie jestem i w którą stronę kopać, by nie natknąć się na podobnych przyjemniaczków? No i kim oni są? – W mojej głowie kłębiły się myśli, a tunel wydłużał się i wydłużał, przybliżając mnie do kolejnej przygody.
 

PARTNERZY:

  • ISBN: 9788379454433
  • Format: 14,5 x 20,5 cm
  • Liczba stron: 192
  • Oprawa: twarda
  • Cena: 39,90 zł
  • Koszt przesyłki: 9 zł
  • Data premiery: 09.11.2016
  • Autor: Marcin Kozioł
  • Wydawnictwo: Edipresse
cena: 39.90zł
Niedostępny jak zamówić?